• Wpisów:19
  • Średnio co: 18 dni
  • Ostatni wpis:301 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 389 / 364 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dziewiąty dzień maratonu w pracy rozpoczęty.
Nie wyspałem się i mam dość już tej pracy, ale niestety muszę wytrzymać jeszcze do wigilii.
Syf, jaki zostawiła mi koleżanka jeszcze bardziej poprawił mi humor. Nie wiem, jak to możliwe, że ja zawsze potrafię się ze wszystkim wyrobić, a jej zawsze brakuje czasu.
Na szczęście jutro ona otwiera, więc jak zostawi znów bałagan, to sama będzie musiała go ogarnąć.

Muszę znaleźć jeszcze pozostałą część prezentu dla Mamy, ale nie mam pomysłu co kupić...
  • awatar Amenhotep: perfumy w rossmannie 2 flakony w cenie 1 :D coś dla siebie i dla niej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Myslalem ze to latem ludzie w komunikacji miejskiej smierdza. Okazuje sie, ze zima nie jest wcale lepiej.
Wracam wlasnie do domu i to co czuje w autobusie to tylko pot i pot. I to taki wybitnie smierdzacy. Noze chociaz na swieta wszyscy sie umyja i w koncu bedzie mozna podrozowac z wzgledna przyjemnoscia.
 

 
Szał zakupów trwa i trwa, a ja już coraz bardziej zmęczony.
Zaspałem po raz kolejny i po raz kolejny musiałem jechać do pracy taksówką. Portfel po raz kolejny ucierpliał, ale przynajmniej zdążyłem do pracy.
Co przyniesie dzisiejszy dzień? Nie wiem, ale ludzie wkurzają mnie już od rana.
Zamknięty sklep, godzina 8:40 nagle słyszę że ktoś wbija mi do sklepu. Zerkam na kamery - no faktycznie ludzie. Wyglądam z zaplecza (jeszcze nie zdążyłem się przebrać), a Ci zaczynają, że chcę przymierzyć ten, ten i ten zegarek. Włączył im się taki słowotok, ze dopiero po minucie grzecznie powiedziałem, ze proszę wyjść, bo otwieram dopiero za 20 minut.
Jestem taki uprzejmy
  • awatar Amenhotep: Taka kultura <3 ja tez niedługo wbijam na przymiarkę
  • awatar Noope: I bardzo dobrze. Trzeba cenić swój czas
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Spadł śnieg. Nie lubie śniegu. Nie lubie wszystkiego co zimne i nieprzyjemne. Na szczescie cale zycie spedzam w pracy bo nie musze go ogladac.
Im blizej świąt tym wiecej klientów.
Skąd ludzie maja czas na takie latanie po sklepach?
 

 
Znalazłem chwilę czasu, więc oto jestem i oto piszę.
We wtorek rozpocząłem mój świąteczny maraton pracy. 4 dni za mną, 7 dni przede mną. I w końcu odpocznę sobie przez całe 3 dni. A przynajmniej planuję odpocząć.
Standardowo wydałem na prezenty więcej, niż zwykle, ale moi bliscy są dla mnie najważniejsi. Większość wolnego czasu (którego i tak mam niewiele) poświęciłem na to, aby prezenty w tym roku były perfekcyjne i mam nadzieję, że mi się udało. Okaże się za tydzień.
Rozważałem kupienie im zegarków, jednak uznałem, że to takie pójście na łatwiznę - "nie chciało mu się szukać prezentów, więc kupił u siebie". Oczywiście pewnie by tak nie powiedzieli, jednak ja bym tak uważał.

Nie wiem, czy to ta praca tak wpływa na mnie, czy może pogoda, jednak dopadł mnie lekki dół. Nie mam szczerze ochoty jechać do domu rodzinnego na święta. Zastanawiam się, czy kiedyś dane mi będzie spędzić święta z kimś, kogo pokocham z wzajemnością, czy już zawsze będę pakował się w jakieś beznadziejne związki bez przyszłości.

Wracając do prezentów... Sobie też postanowiłem zrobić prezent i kupić kilka rzeczy, których w sumie nie potrzebuję, ale w sumie chciałem mieć. Trochę poprawiło mi to humor.
 

 
Jak umilić człowiekowi trzynastogodzinny dzień w pracy?
Moja kierowniczka regionalna jest w tym mistrzynią.
Wczoraj przyszla paczka. Duża paczka, w której znajdowały się rulony z czymś, przypominającym śniegowy witraż. Obejrzałem i uznałem, że zostawię to, bo pewnie coś będzie trzeba z tym robić, ale uznałem, że dadzą znać wcześniej.
Nic bardziej mylnego. Siedzę sobie w pracy, godzina 11:20 dostaję maila od wspomnianej wcześniej kobiety.
"Do godziny 130 czekam na zdjęcia świątecznej witryny, w załączniku zdjęcie poglądowe."
Patrzę na zdjęcie - patrzę na witrynę, nie spodobało mi się to co ujrzałem. Mialem mało czasu na przyklejenie pieprzonych witraży na bardzo wysokich szybach. Wziąłem drabinę, wziąłem "naklejki" i wchodzę. Nie sięgałem, mimo że mam 190cm wzrostu. Fajnie. Ktoś kupił bardzo przydatną drabinę...
Szybki sprint po okolicznych sklepach - udało się znaleźć wyższą drabinę. Po jakimś czasie udało się też poprzyklejać to, co było trzeba. Zadowolony z siebie, po przyklejeniu czwartego witraża schodziłem z drabiny i spadłem...
To się nazywa szczęście. Niestety nie złamałem sobie nic i nie pójdę na zwolnienie. Ale noga boli bardzo i trochę kuleję.
Ale czego się nie robi, zeby zadowolić kierowniczkę.
Na domiar złego te wyklejki/naklejki/witraże śmierdzą jakimś klejem, że po pewnym czasie zaczął śmierdzieć cały sklep, a ja czułem się jak pijany.
Na szczęście jutro wolne.

 

 
Doczekałem się grafiku! Hurra chciałoby się krzyczeć, jednak po zobaczeniu go nie jest mi do śmiechu.
Najbardziej spodobało mi się 12 dni pod rząd przed samymi świętami.
Myślałby kto, że na umowie o pracę ktoś przestrzega prawa pracy.
Niestety. Smutne realia pracy w handlu. Najgorsze jest to, że obawiam się, że to nie będzie lekki miesiąc, bo raczej sporo osób lubi kupować na święta właśnie ZEGARKI.
Bardzo podobają mi się też wolne weekendy w tym miesiącu. Mam aż jedną niedzielę wolną i żadnej soboty! Hurra.
No i na koniec jeszcze jedna wspaniała nowina...
W dniach, kiedy jestem wpisany do 170, na 99% będę musiał być w pracy do końca, ale nie mogli wpisać tego w grafik oficjalnie planowany, bo już teraz mam zaplanowane 30 nadgodzin.
"Grafik będziemy zmieniać na bieżąco po tym, jak będziecie zostawać dłużej. Czuję, że powinienem porzucić życie na rzecz pracy.
Humor "poprawiony"



  • awatar .eM: Witaj w klubie ... ja jedynie w wigilie i nowy rok będę mieć wolne a tak to maratony w pracy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ok, prawie tydzień nie pisałem, ale nie miałem kiedy.
Swój czas dzieliłem między pracę i uczelnię, niewielkie wolne chwile spędzając na odpoczynku i sprzątaniu.
W sobotę zacząłem kolejne ćwierćwiecze mojego życia, więc mimo że w niedzielę musiałem iść do pracy, dałem się znajomym wyciągnąć na małą imprezkę.
Spotkałem w klubie sporo znajomych, z którymi dawno się nie widziałem.
Całkiem miło było, a co najważniejsze - wstałem rano do pracy bez kaca.

Od kilku dni chodzę wkurzony (delikatnie mówiąc), bo kończy się listopad, a wciąż nie znam swojego grafiku na kolejny miesiąc. Zgodnie z procedurami w mojej pracy powinienem znać go już w piątek, ale mój wspaniały kierownik, który z niczym się nie wyrabia codziennie mówi nam, że dostaniemy go najpóźniej jutro. I tak minęło jedno jutro, drugie, kolejne... A grafiku nie ma
  • awatar Amenhotep: Z tymi grafikami zawsze czekają do ostatniego momentu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wczorajszy dzień minął mi szybko. Praca, wizyta u znajomych, szybki obiad i odpoczynek. Trzeba się kiedyś zregenerować, kiedy wolne od pracy weekendy spędza się na uczelni. Powróciłem do oglądania serialu sprzed kilku lat. Włączyłem sobie "Nianię", którą oglądałem kilka lat temu i okazało się, że ten serial nadaje się idealnie do odpoczynku. Lekki, zabawny, kolorowy. Tego potrzebowałem.

 

 
W końcu padły te magiczne słowa, na które wyczekiwałem od momentu, gdy H. wyznał, że się we mnie zakochał. WYPROWADZA SIĘ!
Niby wszystko fajnie, cudownie, ale nie spodziewałem się, że powie to kilka dni przed końcem miesiąca. Tak się kończy moje pomaganie innym bez patrzenia na konsekwencje.
No ale cóż. Szczęśliwszy chyba nie mógłbym być, zwłaszcza, że przez H. czułem się we własnym mieszkaniu dziwnie i nieswojo, ale głupio byłoby mi go wyrzucić. No ale w końcu "zmądrzał" (sam w to nie wierzę) i przeprowadza się do Wrocławia.
Taka tam spontaniczna decyzja, więc dzisiaj złożył wypowiedzenie w pracy, w której 2 tygodnie temu został zastępcą kierownika. No ale to nie moja sprawa. Niech sobie żyje tak, jak lubi.
Najważniejsze, że ja w końcu będę mógł być sobą i wrócić do normalności.
Szerokiej drogi H.

 

 
Wczoraj wybrałem się na przedpremierę filmu "Fantastyczne Zwierzęta i jak je znaleźć".
Podszedłem do niego z lekkim dystansem, bo obawiałem się, ze uniwersum Harry'ego Pottera już się wyczerpało.
Okazało się na szczęście inaczej. Film okazał się ciekawy, a momentami bardzo zabawny. Co jakiś czas słychać było w kinie głośny śmiech oglądających.
Mi także w pewnym momencie popłynęły łzy ze śmiechu. Nawet nie wiem, kiedy minęły mi te 2 godziny na oglądaniu filmu.
Z przyjemnością obejrzę go jeszcze raz.

 

 
Dwa dni minęły mi sam nie wiem kiedy.
Zakupy z przyjaciółką, zakupy z "K", wizyta u lekarza z "K" (zapalenie gardła ma biedaczek) no i przede wszystkim praca.
Wczoraj urządziłem "wielkie gofrowanie". Zaprosiłem znajomych i siedzieliśmy, oglądając filmy i zajadając gofry. W moim przypadku zajadanie skończyło się na jednym, do którego zostałem zmuszony, ale reszta miała fajny apetyt i chyba im smakowały.
Przeziębienie (chyba) odpuściło i siedzę dziś w pracy naładowany pozytywną energią i na szczęście z niezaładowanym nosem.
Od wczoraj w głowie siedzi mi Chylińska i jej "Królowa łez". Całkiem przyjemna piosenka.

 

 
Moja przyjaciółka ma dziś wolne, więc wczoraj powiedziałem jej (dla żartu), że ma mnie obudzić o 6 do pracy. Nie spodziewałem się, że potraktuje to aż tak poważnie. Godzina 5:58 - dzwoni telefon. Okazało się, że specjalnie nastawiła budzik, aby obudzić mnie, żebym nie zaspał przypadkiem do pracy. Kochana jest.
Gdybym wiedział, że faktycznie będzie mnie budzić, to powiedziałbym jej, żeby zrobiła to o 6.30 - tak jak zawsze wstaję. No ale dzięki niej mam dodatkowe pół godziny.
Zaczął się nowy tydzień! Hurra! Ciekawe co ciekawego nam przyniesie. Mam nadzieję, że wyzdrowieję już do końca.
Jutro wolne, którym będę mógł rozkoszować się już dziś o 16.00.
Dziś spotkam się też w końcu z "K". Będzie to krótkie spotkanie, bo jest chory, ale już mu obiecałem, że wpadnę bo podobno się stęsknił.
Oby mnie tylko nie zaraził.

Miłego Dnia!

 

 
Kolejny dzień przeziębienia (a może to już choroba?)spędzam w pracy.
Nafaszerowany medykamentami jak indyk na święto dziękczynienia oczekuję nadejścia godziny 210.
Niechże ona szybko do mnie idzie. Byłoby miło.
Od przyjaciółki H. dowiedziałem się, że on cały czas ma nadzieję, że ze mną będzie i cały czas obmyśla strategie.
Naprawdę nie mam sił do tego człowieka.
Jakiś czas temu poznałem K. Nie pisałem wcześniej, żeby nie zapeszać. Naprawdę fajny facet, mamy ze sobą wiele wspólnego i świetnie spędza mi się z nim czas. Niestety mamy przerwę, bo obu nas rozłożyła grypa (prawdopodobnie).
Trochę się za nim stęskniłem.

 

 
Z "dietą" idzie jak na razie ok, trochę brakuje przyzwyczajeń, a kawa bez cukru średnio smakuje, ale może się przyzwyczaję.
Z fajkami niestety nie poszło, a przynajmniej nie do końca tak, jak planowałem. Ale będę próbował dalej. To kolejny cel.
Przeziębienie wygrało ze mną i leżę z gorączką. Mam nadzieję, że przez noc przejdzie, bo jutro niestety praca.

  • awatar Amenhotep: Ja nie umiem przestać palić. Zero silnej woli :( Zdrowiej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiejszy dzień dał mi mega motywację do radykalnej zmiany mojego życia. Czas zmienić nawyki żywieniowe - nie dla sylwetki, bo nie narzekam, ale dla własnego zdrowia.
Pora też skończyć z paleniem papierosów. O północy zacznę odliczać czas. Przed północą planuję spalić ostatnią fajkę. Mam nadzieję, że mi się uda. Jak będzie? Zobaczymy.
Na bieżąco będę opisywał tu między innymi moje postępy, choćby po to, żeby po latach wrócić do tego i wspomnieć jak było ciężko. No cóż.
Show must go on!

(Na zajęciach dziś omawialiśmy między innymi różnice w starej piramidzie żywienia i w nowej - aktualnej. Różnice są spore, a dla tych, którzy nie widzieli nowej - wklejam zdjęcie/obrazek)

 

 
Przeziębienie chyba postanowiło dać za wygraną i odpuścić. Mam przynajmniej taką nadzieję.
H. zamknął się w sobie, niby rozmawia ze mną, ale raczej z przymusu. Powinno mnie to cieszyć i w sumie cieszy, ale mam nieprzyjemne przeczucie, że może to być cisza przed burzą.

Na uczelni jedna dziewczyna z roku. Typ "feszynów", wyznających kult Ani Lewandowskiej, czy innych blogerek żywieniowych postanowiła poprawić mi humor.
Udało jej się to skutecznie, kiedy na przedmiocie Żywienie Człowieka próbowała udowodnić wyższość oleju kokosowego nad rzepakowym. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chodziło o olej do smażenia.
Robiła to w tak irytujący sposób, że ona widziała, że ona czytała i słyszała. No po prostu nie dało się jej słuchać. Na szczęście Pani doktor była chyba tego samego zdania bo szybko sprowadziła "feszyna" na ziemię i zgasiła "biedne" dziewczę.
Mina laski - bezcenna.

Swoją drogą... Studiować dietetykę i woleć bazować na blogach "żywieniowych", niż na źródłach naukowych? Ciekawe.



 

 
Czas na nowy etap w życiu.
W końcu udało mi się zamknąć (mam nadzieję) sprawę z H.
H. to człowiek, który zakochał się (jak twierdzi) we mnie niestety bez wzajemności. Nie wystarczyła mu moja przyjaźń i pomoc. Uznał, że jego życiowym celem będzie dążenie do bycia ze mną. Początkowo podchodziłem do tego z przymrużeniem oka, jednak gdy zaczął mnie śledzić (w sumie znajdować się zawsze przypadkiem tam gdzie ja, choćby to były najdziwniejsze miejsca, uznałem, że czas coś z tym zrobić. No i podjąłem pewne działania.
Myślę, że po ostatniej rozmowie zrozumiał, że nie będę z nim i facet zacznie żyć swoim życiem i co najważniejsze - przestanie mnie stalkować i śledzić każdy mój ruch.

Jesienne zmiany pogody dopadły i mnie i aktualnie siedzę w pracy, walcząc z gorączką i uciążliwym katarem z nadzieją wyczekując wybicia godziny 21.

  • awatar Amenhotep: Wracaj do zdrowia :) nie ma co marnować czasu na chorowanie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Cześć.
Powróciłem na pingera po kilku ładnych latach, bogatszy o nowe doświadczenie i rozmaite życiowe wzloty i upadki.
Ponownie planuję dręczyć odwiedzających, moimi przemyśleniami, dotyczącymi aktualnych wydarzeń w kraju i na świecie.
Oczywiście większość wpisów będzie poświęcona mi i mojemu życiu.

Niech Banan będzie z Wami!